PL
Nagle głuchy stukot laski ze srebrną rączką o podłogę sprawił, że wszyscy zamilkli
Nagle głuchy stukot laski ze srebrną rączką o podłogę sprawił, że wszyscy zamilkli. Pan Stanisław, szanowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, wstał od swojego stolika. Jego twarz była lodowata, gdy spojrzał na kierownika. „Proszę zapakować połowę towaru z witryny. Resztę kupuję i żądam, by zawieziono to do schroniska dla bezdomnych” – odciął ostro. Zszokowany personel rzucił się do pakowania ciastek w kartonowe pudełka. Profesor podszedł do dzieci i wtedy jego wzrok padł na Zosię. Gdy dziewczynka z ciekawością przechyliła głowę, spod splątanych włosów ukazało się małe znamię w kształcie gwiazdki, tuż za uchem. Serce Stanisława niemal się zatrzymało. Dokładnie taką samą gwiazdkę miała jego córka Magda, którą wiele lat temu wyrzucił z domu, bo rzuciła studia medyczne dla ulicznego muzyka. „Jak ma na imię wasza mama, chłopcze?” – zapytał drżącym głosem. Janek nieufnie się cofnął: „Miała na imię Magda. Rak zabrał ją wiosną”.
Z rąk profesora wypadła laska, z brzękiem uderzając o kafelki. Jego jedyne dziecko. Jego Magda zmarła w nędzy. Janek, widząc rozpacz w oczach starca, sięgnął do kieszeni zniszczonych spodni i wyciągnął stary, niedziałający srebrny zegarek kieszonkowy. „Mama kazała go strzec. Prosiła: jeśli kiedyś spotkam mężczyznę, który zapłacze na widok gwiazdki Zosi, mam nacisnąć ten przycisk”. Stanisław nieposłusznymi palcami wziął zegarek i nacisnął mechanizm. Pod tylną klapką leżał maleńki, złożony kawałek papieru: „Tato, mojej dumy już nie ma. Błagam, nie pozwól, by moja kara przeszła na moje dzieci. Uratuj je, zanim będzie za późno”.
Zawsze opanowany, surowy profesor opadł na kolana na środku pełnej ludzi cukierni i wybuchnął płaczem. Objął Janka i Zosię tak mocno, jakby bał się, że rozpłyną się w powietrzu. Mała Zosia ufnie przytuliła się do jego piersi, a Janek, po raz pierwszy od wielu miesięcy walki o przetrwanie, pozwolił sobie na łzy. Gdy profesor wstał, zdjął swój gruby kaszmirowy szalik i owinął nim Janka. Następnie odwrócił się do pobladłego kierownika i powiedział: „Jeśli jeszcze raz usłyszę, że wyrzucono stąd głodne dziecko, zrównam to miejsce z ziemią”. Biorąc Zosię na ręce, odetchnął z ulgą: „Idziemy do domu. Już nigdy nie będziecie głodni”.
